środa, 06 maj 2015 22:45

Retrospekcja Mark of the Ninja

Napisane przez
Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Ninja - tych skrytobójców z czasów feudalnej Japonii uwielbia każdy. Nie bez kozery przetrwali w kulturze do dzisiaj. Począwszy od filmów, poprzez książki, aż po gry, formacja ta jest tematem rozchwytywanym przez autorów. Wystarczy spojrzeć na popularność gier z serii Ninja Gaiden, czy też pierwszy z brzegu film z lat 80. Ninja… Są fajni.


Sprzedają się. Z tego założenia wyszedł w 2012 roku Nels Anderson, twórca gry Mark of the Ninja. I jestem mu za to niezwykle wdzięczny, bo dzięki temu światło dzienne ujrzała jedna z najlepszych skradanych platformówek ostatnich kilku lat.

mark_of_the_ninja_wallpaper__2_by_fortressgamer1-d64jb61

Pierwszą rzeczą, która rzuca się w oczy po włączeniu gry jest oryginalna szata graficzna już w menu pieszczą nasz zmysł wzroku wizualia stylizowane na komiks. Im dalej w las tym lepiej, tekstury na pierwszy rzut oka wydające się prostymi na drugi okazują się skrupulatnie dopracowane. Każdy mijany ornament, krzaczek, czy też wazon wygląda niczym namalowany odręcznie ręką mistrza yamato-e (obraz japoński). Żeby tego dokonać, rozgrywka została umieszczona w dwóch wymiarach. Zresztą, Klei Entertainment osiągnęło już podobny efekt w wydanej wcześniej grze Shank. Dzięki takiemu zabiegowi dzieło jeszcze długo się nie zestarzeje. I dobrze, bo grafika jest tylko wisienką na torcie, a w tym przypadku to rozgrywka jest clou programu.

2015-04-16_00001

Wyobraźmy sobie następującą sytuację: Rozświetlony korytarz, na którego końcu znajduje się strażnik broniący dostępu do drzwi. Wydaje się, że jedynym sposobem na dalszy postęp jest zamordowanie go. Prosta sprawa, nie? Otóż nie. Możemy dostać się dalej na różne sposoby, np. odciągnąć go z pomocą kunai, rzucić mu bombę dymną pod nogi i przebiec obok, albo prześliznąć się wentylacją. Należy jednak pamiętać, że powinno się uważać na wydawane przez nas dźwięki. Wróg może usłyszeć jak biegniemy. Ogólnie rzecz biorąc, twórcy w większości przypadków dają kilka możliwych dróg prowadzących dalej. A to tylko rozwiązania pacyfistyczne, nasz bohater dysponuje bowiem wachlarzem wielu innych, bardziej śmiercionośnych zabawek, ale wymienienie ich tutaj zepsułoby postronnym całą przyjemność z gry.

hpm_content_breaker.png

Warto za to wspomnieć o specyficznym rozwiązaniu w postaci kostiumów, które funkcjonują jak swego rodzaju system stylów ninja wybieranych przed misją. Ciuszki dają przewagę w postaci dodatkowych pasywnych i aktywnych zdolności gracza. Moim faworytem jest ścieżka koszmaru sprawiająca, że wrogowie panikują na widok ciał, a następnie strzelają gdzie popadnie, nierzadko zabijając sojuszników.

hpm_content_breaker.png

Kostiumy odblokowuje się poprzez wykonywanie zadań pobocznych. Tych znajdziemy po trzy na każdym poziomie , a polegają zwykle na zrobieniu czegoś w stylu zniszczenia wszystkich lamp na mapie, czy też dostaniu się do celu bez zaalarmowania kogokolwiek. Mimo różnych znajdziek i achievementów grę da się ukończyć w około 10 godzin. Trochę mało jak na dzisiejsze standardy. Szkoda, że nikt nie pomyślał o edytorze mapstrong>, bo gra ze względu na bycie czymś pomiędzy platformówką, a skradanką idealnie się do tego nadaje. Z drugiej strony gra wydaje się dziełem skończonym, wszystkie elementy do siebie pasują, styl graficzny podkreśla “japońskość” klimatu, rozgrywka jest płynna, a fabuła….

ss_e630da8817bd1d277a6485068abff3a5fe9e728e-1920x1080

Fabuła jest przeciętna. Nie bez powodu zostawiłem ją na koniec, najzwyczajniej w świecie, jest prawie nieistotna, a posunąłbym się nawet do stwierdzenia, że została stworzona wyłącznie jako pretekst do wyprodukowania gry o ninja. Akcja rozgrywa się w czasach nowoczesnych, ludzie chodzą wyposażeni w karabiny, noktowizory i granaty. Klan ninja żyje w ukryciu przed światem zewnętrznym, ale do czasu… Fabuła rozpoczyna się, gdy nasz bezimienny bohater śpi sobie smacznie pewnej nocy po otrzymaniu tytułowego znaku ninja — tatuażu irezumi, gdy nagle budzi go Ora, przyjaciółka z klanu. Okazuje się, że dojo zostało zaatakowane i trzeba uratować mistrza. Oczywiście udaje im się tego dokonać, a potem wspólnie wyruszają zemścić się za napaść. Następnie pojawia się kilka oczywistych zwrotów akcji, a finalnie nasz protagonista zostaje postawiony przed wyborem. Cliché.

hpm_content_breaker.png

Fabule nie pomaga też wydane DLC dodające jeden poziom dziejący się przed fabułą gry, a przechodzony z perspektywy postaci drugoplanowej. W zasadzie to DLC oprócz tego dodaje nowy kostium, dwa gadżety i komentarz twórców do każdego poziomu gry. Nic poza tym. Dodatek ten można uznać za typowy skok na kasę i próbę wydojenia z graczy kilku dodatkowych dolarów. Koniec końców, pomimo słabej fabuły, przy Mark of the Ninja bawiłem się doskonale. Jest to jeden z przykładów na to, że sama rozgrywka z domieszką pięknej grafiki może uczynić grę wybitną. Polecam każdemu, gra trzyma fason do dziśstrong>, a warto zanurzyć się, chociaż na chwilę, w świat, w którym tradycja ściera się z nowoczesnością.

mark-of-the-ninja-0007

8,5

PlusyMinusy
+ Przejrzysta, stylizowana grafika --- Tylko na 10 godzin gry
+ Wciągajacy gameplay --- DLC jest skokiem na kasę
+ Ninja! --- Sztampowa Fabuła

Autor: KDP

Czytany 1471 razy Ostatnio zmieniany wtorek, 14 lipiec 2015 20:55

Please publish modules in offcanvas position.