potwornie dobra strona graczy

odwiedź nas: Facebook

czwartek, 06 sierpień 2015 09:24

Bestiariusz - wystawcy.

Napisał
Oceń ten artykuł
(3 głosów)

W związku z moją pracą zdarza mi się jeździć na różne eventy jako eksponent stoisk, głównie związanych z grami komputerowymi. Jedne mniejsze i lokalne, inne wielkie takie jak PGA czy Pyrkon. Życie wystawcy nie jest usłane różami. Do tej pracy trzeba się nadawać. Niczym wiedźmin, czy inny potworów morderca, osoba stojąca na stoisku musi nieustannie stawiać czoła najprzeróżniejszym bestiom. Oto niektóre z nich.


 

Macacz.

Bestia to niegroźna, lecz irytująca. Zazwyczaj bardzo zaaferowana samą możliwością bycia na całej imprezie. Musi wszystko brać we swoje łapki. Słuchawki od komputera, promocyjne boxy, nagrody za konkursy, czy cokolwiek innego. Trzeba pomacać. Od zaprawionego wystawcy wymaga stałej uwagi, coby upewnić się, że wszystko leży w względnym ładzie, a co najważniejsze czy nic nie zniknęło.

Wersja Heroic: Macacz wędrowny.

Odmiana ta wyróżnia się zwyczajem do hasania po dużym obszarze. Zazwyczaj są to macacze młode, rozbawione, bądź też te bujające w obłokach. Od wystawcy wymagają ciągłego trzymania na oku, coby nie podwędziły macanego artefaktu.

Wersja Mythic: Macacz brudnołapy.

Macacz cały czas jedzący czipsy, czekoladki albo po prostu ufarfoclowany jakąś breją niewiadomego pochodzenia. Wymacane w syfie przedmioty, należy potem poddać czyszczeniu, co sprawia dodatkowy kłopot. Przecież nacierające tabuny ludzi i bestii to nic takiego.

Turniejarz.

„Pse pana, a będzie turniej w lola?” - Przeciętny turniejarz.
Potwór bezpieczny, acz bardzo absorbujący i drażniący. Często domaga się niemożliwego (Raz na stoisku z dwoma PC, chciał, byśmy zrobili turniej 5 na 5 w CS:GO). Kiedy informujesz go, że nie prowadzisz obecnie żadnego turnieju, zazwyczaj ofukuje cię, czasami wyzywa, a jeszcze kiedy indziej zaczyna prosić, błagać, rzucać się i robić cyrk. Gdy powiesz, mu gdzie organizują turnieje, to odpowiada, że albo już go stamtąd odesłali, albo nie podoba mu się gra.

Wersja Heroic: Turniejarz samotny/bez wiedzy.

„Jest turniej? Super! Drużyna? Nie mam. To pan mi zada jakieś pytanie...”

Istota z pozoru nie różniąca się od typowego turniejarza. Swoją prawdziwą formę ujawnia jednak dopiero, gdy zgodzisz się w końcu na organizację takiego turnieju. Wtedy okazuje się, że albo nasz nagabujący jegomość nie ma z kim grać, czemu się zazwyczaj nie dziwię, w momencie gdy ktoś jest tak namolny, albo też w przypadku turniejów jednoosobowych, nie ma zielonego pojęcia o grze. I znowu zaczyna się płacz, obraza majestatu i wyzywanie całego świata. Cóż tu począć...

Wersja Mythic: Turniejarz niezadowolony.

„Do dupy ten turniej. Nagrody słabe, za dużo ludzi. KIEDY NASTĘPNY? TYLKO TAKI LEPSZY!”
Turniejarz, coś tam wiedzący, niby ma drużynę, ale już gdy podchodzi do ciebie, to już wiesz, że nie będzie łatwo. Zazwyczaj bardzo napalony na zwycięstwo. Drze się, wyzywa swoich kompanów, chce wygrać za wszelką cenę. Jednak na ogół mu się nie udaje. Wtedy turniejarz wpada w szał. I znowu pełne ręce roboty, by takiego potwora spławić.

Przechwalacz.

„Ja to już tę grę przeszedłem. Kiepska była”

Zawsze wie wszystko, zrobił wszystko, umie wszystko i ma wszystko.
Nieważne, czy prezentujesz przedpremierowo jakąś nową gierę, czy dostałeś na stoisko nowy produkt, przechwalacz już jest gotów, by powiedzieć ci, że ta gra jest kiepska, a sprzęt za drogi jak na swoją klasę. Przychodzi do ciebie i stara ci się wyperswadować, że popełniłeś błąd zakupując ten produkt. Nie jest w stanie ogarnąć faktu, że to nie ty kupiłeś tego sprzętu, a został ci on podarowany od producenta. Zacznie opowiadać, jak to on nie ciśnie w grach MMO, oczywiście nickiem się nie chwaląc, a im dłużej go słuchasz, tym coraz bardziej jesteś przekonany, że koleś nie ma pojęcia o sprawie.

Wersja Heroic: Przechwalacz ukryty.

Zaczyna niepozornie. Zapyta jaki to sprzęt posiadamy, jakie gry mamy i co ciekawego mamy do zaprezentowania. Zazwyczaj albo bardzo cichym, albo wyjątkowo upierdliwym głosem. W pewnym momencie przestawia się na tryb przechwalacza i daje czadu swoim eksperckim tonem.

Wersja Mythic: Przechwalacz agitujący.

Najbardziej drażniąca wersja przechwalacza, który postanawia głośno podzielić się swoją opinią z ludźmi stojącymi obok. I nie ma nawet co z takim goblinem się kłócić, bo i tak używa argumentów zazwyczaj wyssanych z palca.

Gorzelnik.

Spotykany raczej na imprezach otwartych, rzadziej na tych zamkniętych. Amator różnych trunków, najczęściej taniego piwa, którego woń przeszywa okolicę. W tej odmianie niezbyt groźny. Wywołuje skrzywiony uśmiech innych zainteresowanych, ale nikogo to specjalnie nie mierzi. Zdecydowanie gorsze są wyższe formy tego osobnika.

Wersja Heroic: Gorzelnik smrodowy.

Rzadko spotykana forma, zazwyczaj niewpuszczana na eventy. Gdy jednak się przedostanie, to poszybuje przez wszystkie stoiska, aby zebrać możliwie jak najwięcej gadżetów, które mogą się mu przydać bądź nie. Jako gorzelnik nie korzystający z dobrodziejstw kąpieli, wydziela on niesamowicie przykre zapachy, które zazwyczaj pozostają jeszcze przez długi czas.

Wersja Mythic: Wściekły gorzelnik.

Gorzelnik w najgorszej, najgroźniejszej dla wystawcy formie. Po wypiciu swoich ulubionych, zazwyczaj tanich, trunków budzi w sobie berserkera, który wszędzie widzi problem. Dla wystawcy jeden z najgorszych typów, na którego sposobem może być tylko wezwanie ochrony.

Zbieracz.

„Przepraszam pana, a da mi pan coś?”
Zazwyczaj osobnik młody, lecz zdarzają się wyjątki. Oddałby życie za koszulkę, kubek, smyczki i wszelkiego rodzaju gadżety. W pojedynkę niegroźny, lecz bardzo niebezpieczny w grupie. A bardzo często łączą się w watahy by zaatakować bezbronnych wystawców. Najprościej poradzić sobie rzucając mu jakiś bajer. Gorzej gdy takich ma się ograniczone ilości i trzeba oszczędzać. A ze zbieraczami bywaj jak z hydrą. Obdarujesz jednego, a w jego miejsce pojawia się kilku nowych.

Wersja Heroic: Zbieracz kolekcjoner.

Zazwyczaj przebija się przez tłum, dumnie wypinając pierś z przypinkami, smyczami i innymi rzeczami ze stoisk, które zdążył już obłupić. Zawsze stara się zebrać możliwie jak największą ilość gadżetów, których i tak w większości nie wykorzysta.

Wersja Mythic: Zbieracz wybredny.

Z pozoru zwykły zbieracz, lecz ujawnia swoje oblicze gdy tylko nadarzy mu się okazja do zdobycia fantu. Niezadowolony z koloru, wzorku, czy jakiegokolwiek atrybutu swojego upominku idzie go wymienić, bo uważa, że takie jest jego święte prawo. Nie słyszał przysłowia „darowanemu koniowi nie patrzy się w zęby” i przebija się przez tłum, często zbulwersowany, że jego smyczka jest w brzydkim kolorze, a w ogóle to on by chciał długopis. I najlepiej jeszcze kubek. I grę.

Geek.
   
Niegroźny i całkiem sympatyczny dla wystawcy geek, to okazja do chwili odpoczynku. Zwłaszcza w godzinach porannych, albo w chwilach luzu, gdy stoisko jest relatywnie puste. Zapalony na punkcie jakiejś gry, świata, książki czy czegokolwiek innego. Miły do rozmowy, zwłaszcza, jeżeli i my odnajdujemy się w podobnych klimatach. Problem zaczyna się w momencie, gdy jesteśmy zmęczeni, bądź przyparci do muru przez napierające tłumy. A geek stoi by kontynuować rozmowę, zalewając cię falą dodatkowych informacji, podczas gdy ty nie masz czasu potakiwać.

Wersja Heroic: Nerd.

Wyższa forma geeka. I podobnie jak geek się zachowuje. Tylko więcej bardziej i mocniej. Nerd, jako tak zwany „basement dweller” czyli osoba rzadko patrząca na świat, niesamowicie pragnie kontaktu z innymi ludźmi, którzy choć po części dzielą jego zainteresowania. Niesamowicie nachalny i męczący, z zazwyczaj nudnym głosem, powoduje, że masz ochotę zamknąć się w najbliższej toalecie.

Wersja Mythic: Nerdus maximus.

Najpotężniejsi nerdowscy szamani, zazwyczaj przesiąknięci zapachem starego potu, o charakterystycznym wyglądzie. Są albo niesłychanie chudzi, albo grubi. Pokryci sporą dużą pryszczy i w grubych okularach. Przy swoim totalnym braku zdolności do rozmawiania i częstej wadzie wymowy potrafią skutecznie uprzykrzyć życie na stoisku.



Nocny poszukiwacz.

Osobniki o nocnym trybie życia, ujawniają się dopiero pod koniec dnia, bądź w momencie zakończenia imprezy. Przeszukują stoiska w poszukiwaniu nierozdanych gadżetów lub atrakcji, które z racji później godziny nie są już zajęte. Z pozoru niegroźny, jednak może on bardzo opóźnić udanie się na chwilę odpoczynku po ciężkim dniu stania przy ekspozycji.

Wersja Heroic: Nocny przesiadywacz.

„Zaraz! Moment! Jeszcze jeden mecz skończę, bo tamten przegrałem, bo były nooby!”
Poszukiwacz, którego nie sposób odgonić od stoiska. Nie daję się go wygnać, za pomocą miłych i przyjemnych napomknień, że już zamykamy. Do tego zazwyczaj pojawiają się pracownicy targów, którzy chcieli by zacząć swoją pracę jak sprzątanie i zabezpieczanie imprezy na noc.

Wersja Mythic: Nocny podbieracz.

Najgorszy przedstawiciel wszelakich bestii. Osoba, która wykorzystuje moment naszej nieuwagi spowodowanej rejwachem z powodu zakończenia imprezy, na buszowanie w pudełkach z gadżetami i wypełniania swoich kieszeni.

Wiele tych bestii czai się na konwentach. Jednak wystawcy zachowują zimna krew, i z uśmiechem prowadzą stoiska, nie bojąc się przeciwności. I oby prowadzili je dalej, bo bez nich wszelkie konwenty i targi byłyby puste i niekompletne.



P.S. Artykuł ma charakter humorystyczny i nie powstał w celu obrażania nikogo. Warto jednak chwilę się zastanowić, czy aby nie odnajdziemy się w roli jednego z potworków. Pamiętajmy, że wystawcy to ludzie, którzy pracują, abyście wy mogli się bawić. Często stoją przez wiele godzin na stoisku, bez możliwości zobaczenia co ciekawego dzieje się za rogiem. Czasem warto dać im chwilę wytchnienia, by nie zamęczyć na śmierć, bo to dzięki nim macie co robić na konwentach

Czytany 3847 razy Ostatnio zmieniany niedziela, 18 październik 2015 16:17
Zaloguj się, by skomentować