potwornie dobra strona graczy

odwiedź nas: Facebook TeamSpeak

sobota, 28 listopad 2015 17:12

Life is Strange - Epizod 5

Z małym opóźnieniem, ale, w końcu jest! Epizod 5 Life is Strange… przyznaje, że ciężko było mi się zabrać do napisania tego tekstu, z kilku powodów. Pierwszym z nich są mieszane uczucia dotyczące zakończenia tej wybitnej produkcji, drugim – wynikającym z pierwszego bardzo odrębny klimat ostatniego epizodu w porównaniu do czterech poprzednich, ale do rzeczy.



(Recenzja poprzednich epizodów Life is Strange Ep 1-4)
Zwieńczenie przygody Max i Chloe stawia nas w wielu różnych sytuacjach i przez cały czas nie daje odetchnąć. Pomimo paru spokojnych chwil i budowania złudnego poczucia happy endu można odczuć, że coś jest nie tak. Zaimplementowany jest tutaj prosty zabieg pt. „tu jest zbyt spokojnie”. Początek gry to walka o wolność, a kiedy się ją osiągnie, zrzucane są bomby na mózg i kiedy z nadzieją czekamy na chwilę odpoczynku, na trochę klimatycznego powrotu do poprzednich epizodów, na trochę skakania na łóżku, zwiedzania kampusu szkoły, czy posiłków w barze to ich tu nie zastaniemy.





Co nie znaczy, że tych miejsc nie zwiedzimy, wręcz przeciwnie, ale już w trochę innej scenerii. Pamiętacie tornado? No właśnie! Kiedyś musiało się zjawić, lecz jest ono zarówno tłem, jak i główną przyczyną problemu. Z jednej strony to ono powoduje, że zmuszeni jesteśmy odbyć dość… metafizyczną podróż, w której skupiamy się na innych równie ważnych aspektach, z drugiej strony nawet jak o nim zapomnimy, to w niedługim czasie się przypomni i zmusi do bardzo istotnego wyboru. W zwieńczeniu podróży przedstawionej w Life is Strange, jakim jest 5 epizod, zmuszeni jesteśmy podjąć mniej decyzji, lecz mają one większą wagę.





A ostatni wybór z moralnego punktu widzenia jest chyba najważniejszym i najtrudniejszym do tej pory. Jedna decyzja, która podsumowuje całą grę. Pomimo tego, że był on dla mnie oczywisty długo zastanawiałem się, zanim go podjąłem. Pojawiło się wiele skojarzeń, myśli i rozkmin, a najważniejsze pytanie, jakie sobie zadawałem brzmiało: „w takim razie, po co było to wszystko?”. Po obejrzeniu finałowej sceny nie czułem żadnych wyrzutów sumienia, czułem, że podjąłem właściwą decyzję i podczas napisów końcowych zacząłem się zastanawiać… jakiego człowieka to ze mnie czyni? :P. Pomyślałem - w jakim stopniu decyzje podjęte w Life is Strange są symulacją bazującą na moich wartościach, moralności, empatii czy socjalizacji. Symulacją bardzo fikcyjną, która jedynie wykorzystuje wcześniej wymienione aspekty do podejmowania wyborów, a na ile zachowałbym się tak samo, gdyby spotkały mnie podobne sytuacje w realnym życiu.





Na pewno wiele osób podejmowało wybory na podstawie przeżytych sytuacji, które były bardzo zbliżone do tych zaprezentowanych w grze, więc warto to przeanalizować. W każdym razie smutno mi, że ta wirtualna przygoda dobiegła końca. Life is Strange to świetne przeżycie, wyraziste postacie, wywołujące wiele emocji decyzje, charakterystyczna oprawa wizualna, klimatycznie stworzone miasto, głęboka zmuszająca do refleksji opowieść, w której bierzemy udział i niesamowicie dobrana muzyka. W czasach gdzie wiele gier robionych jest masowo, na jedno kopyto i to pod jak najszerszą liczbę osób, warto zatrzymać się na chwilę, zmusić do refleksji i zastanowić czy życie rzeczywiście jest dziwne.





Ocena

9,5

Plusy

+kozackie zwieńczenie przygody
+trzyma w napięciu
+trudniejsze do podjęcia wybory

Minusy

-odbiega trochę od dotychczasowego klimatu
-to już koniec :(

 

Napisał 
Czytany 1544 razy Ostatnio zmieniany poniedziałek, 30 listopad 2015 10:24
Oceń ten artykuł
(3 głosów)

Skomentuj

Upewnij się, że pola oznaczone wymagane gwiazdką (*) zostały wypełnione. Kod HTML nie jest dozwolony.